Rozmowa z Michaelem nie miała większego sensu,
bowiem, po pierwsze, facet nie rozumiał, co się do niego mówiło i nie
kontaktował z rzeczywistością, a po drugie, bełkotał bez ładu i składu,
wypowiadając pierwsze lepsze słowa. Często także w ogóle zapominał o niektórych
wyrazach. Dlatego powstawały takie kwiatki:
- Jak… widzieć… dawno… u ciebie? - Po czym
powracał do wlewania w siebie alkoholu. Nie byłem pewien ile już zdążył wydoić
i szczerze mówiąc, nie chciałem tego wiedzieć. Miałem tylko nadzieję, że nosi
przy sobie portfel z gotówką w środku. Płacić za niego z własnej kieszeni nie miałem
zamiaru. Aż taką dobrą duszą to ja nie jestem.
Mike zdecydowanie wypił za dużo. Utwierdziłem się
w tym przekonaniu, gdy zobaczyłem, że, odstawiwszy kieliszek z dala od siebie,
całkiem mocno uderzył czołem w ladę. Dziwne, ze nie spadł z krzesła.
Upewniłem się, że barman przypilnuje mojego
znajomego jeszcze z czasów szkolnych i nie pozwoli go nikomu zabrać tudzież
niezbyt ładnie skroić z pieniążków. Jedynie ja mogłem mu zabrać potrzebną mi do
zapłacenia rachunku forsę. Wypiłem nalanego tymczasem „shota” na zachętę i
ruszyłem w stronę tańczących osób, których trochę przybyło.
Poczułem cudzą rękę na swojej klatce piersiowej.
- Obserwowałam cię odkąd tylko wszedłeś -
usłyszałem od blondynki z krótkimi włosami, niższej ode mnie o pół głowy.
Pomyślałem, że to dość tani tekst na podryw kogoś takiego, jak ja.
- Musiałaś się naprawdę nudzić - odparłem na to z
ironicznym uśmiechem, który dla tych, którzy mnie dobrze nie znali, wyglądał na
miły. I jak się spodziewałem, miałem rację.
- Bez przesady, przystojniaku - odwzajemniła
uśmiech. - Zatańczymy?
Zbliżyłem usta do jej ucha i wymruczałem: - Nie
potrafię tańczyć.
Kłamałem. Po prostu nie chciałem dłużej spędzać z
nią czasu.
Zachichotała.
- To taka tajemnica, że aż musisz szeptać? Nie
chcesz, żeby ktoś inny usłyszał? Wstydzisz się tego? A tak w ogóle, to co w
takim razie robisz na parkiecie? Chyba nie wciskasz mi kitu?
- Nie, nie - odpowiedziałem szybko. - Po prostu
przyszedłem po znajomą, by zapytać, jakiego chce drinka.
- Tak? A która to? - dociekała blondyna.
No to się wkopałeś, stary.
- A tamta - wskazałem na jakąś brązowowłosą
piękność, do której chwilkę później podeszliśmy. Nie wiem, po co blondi szła za
mną, ale trudno, musiałem jakoś wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji. Najlepiej
jak najbardziej zwycięsko.
- Hej, bella - zagaiłem. Wyraz twarzy dziewczyny
nie zmienił się. Jedyną oznaką zdziwienia była uniesiona jedna brew. Zawsze się
głowiłem, jakim cudem ludzie tak robią. Ja próbowałem i w ogóle mi to nie
wychodziło, ani trochę. Było to dla mnie czynem zupełnie nierealnym i szczerze
podziwiałem osoby, które tak potrafiły.
- Słucham? - Głos miała cudowny, nieziemski,
boski, niesamowity. Brakowało mi słów, by go opisać. Spodobał mi się z miejsca
i coś czuję, że mógłbym go słuchać na okrągło.
- Pójdziesz na chwilę ze mną do barmana?
Biedaczyna nie wie, jakiego ci drinka zrobić. Podejrzewam, że to po części moja
wina, że nie znam twoich gustów - posłałem jej najbardziej czarujący uśmiech na
jaki było mnie tylko stać. W duchu za to modliłem się, by ta nie odmówiła.
Nieznacznie wskazałem ruchem głowy blondynkę, w
moich oczach pojawiła się niema prośba.
Nie wierzę w swoje szczęście, ale zgodziła się.
Chciałem spojrzeć triumfalnie na blondi, ale
powstrzymałem się. To zepsułoby cały mój misterny plan.
- Ta kobieta… czy ona cię do tego namówiła? -
zapytała piękność.
- Poniekąd - odpowiedziałem. - Nie chciałem z nią
tańczyć, więc wymyśliłem bajeczkę, że przyszedłem po ciebie. No wiesz, ten cały
drink.
- Ach, czyli posłużyłeś się mną, by ratować swój
tyłek, tak? Sukinkot z ciebie.
Spojrzałem się na nią. Oczy jej błyszczały.
Musiała żartować.
- Jeśli już o drinku mowa - kontynuowała -
postawisz mi jednego. A jak nie, to powiem twojej „przyjaciółce”, że ją
okłamałeś.
- Jasne.
Jak powiedziałem, tak też zrobiłem.
Dziewczyna poszła do swoich przyjaciółek, a ja
przeszukałem Michaela. Ku mojemu zadowoleniu miał portfel. Miał w nim również
pieniądze, co mnie jeszcze bardziej uradowało. Zapłaciłem barmanowi, wsadziłem
portfel na swoje miejsce i podtrzymując mojego znajomego, wyszliśmy z klubu.
.::.
- Jak chcesz, w lodówce jest zimne piwo. Przyda ci
się, jeśli masz takiego kaca, jak tylko mogę sobie wyobrażać - powiedziałem,
gdy wyszedł z pokoju, w którym go ulokowałem. - Muszę przyznać, że nieźle
wczoraj zabalowałeś. Barman skarżył się, że wypiłeś butelkę jednego z
najdroższych alkoholi w tamtym lokalu, zaliczyłeś jakąś kobietę przed toaletą,
bowiem była tak napalona, że nawet nie weszliście do środka, o kabinie nic już
nie wspominając, zarzygałeś taksówkarzowi całe tylne siedzenie, które potem
kazał ci sprzątać, ale w odpowiedzi załatwiłeś mu co najmniej dzień
przykładania lodu do głowy, byłeś tak głodny, że zżarłeś połowę zawartości
mojej lodówki i koniecznie chciałeś wyrzucić moją ukochaną książkę przez okno.
Część z tego to prawda, część niekoniecznie. Twój wybór w co będziesz wierzył.
Hej,
OdpowiedzUsuńKolejny cudowny rozdział. Oboje świetnie piszecie, choć, przykro mi to mówić, ale Twój styl (znaczy, Nocty) bardziej mi się podoba. Po prostu, nie potrafię tego wytłumaczyć. Nie mówię, że piszesz gorzej, A.J.
Jestem ciekawa, co wyniknie ze znajomości tej dwójki dawnych znajomych.
Ann.