Jeszcze dwie skrzynie i mogę iść do domu, pomyślałem i przeciągnąłem się z westchnięciem. W tym momencie strzeliła chyba każda kosteczka w moim torsie. Byłem wykończony po całym dniu w magazynie i marzyłem teraz tylko o ciepłym prysznicu, a następnie śnie. Praca ta była męcząca, ale przynajmniej były z tego jakieś pieniądze. Szkołę ukończyłem w teorii. Nigdy nie motywowała mnie choćby myśl otworzenia książki, egzaminów nie lubiłem, a rodziców nie interesowała moja edukacja. Z jednej strony żałuję, że wtedy się nie przyłożyłem, a z drugiej miałem przynajmniej luźny etap dorastania. Ale jednak ten luźny etap musiałem teraz odpracować. Poniekąd trudno mi było wiązać koniec z końcem. Płaciłem rachunki, kupowałem żywność, opłacałem ubezpieczenie i tak leciało wszystko albo czasami i więcej niż to, co zarobiłem w tym miesiącu. Często pozostawały zaledwie nędzne resztki, lecz nie przejmowałem się tym. Wrzucałem wszystko, co mi zostało do pustego słoika i w ten sposób je zbierałem. Mogły się przydać na czarną godzinę, ale w planie miałem zebrać wystarczająco na przeprowadzkę. Wynieść się gdzieś do lepszego miejsca, gdzie były tańsze mieszkania i lepsze oferty pracy. Ale na razie pozostawało nosić ciężkie skrzynie w tę i z powrotem, z i do magazynu. Chwyciłem za jedną z nich i uniosłem na bark po czym zacząłem kroczyć we wskazane miejsce. Niby wózki były dostępne, ale mimo wszystko szefostwo nie chciało marnować tego typu urządzeń do przedmiotów, które pracownik sam był w stanie przenieść. Szczerze mówiąc to nie wiem na czym tak oszczędzali, bo na pewno nie na ludzkim zdrowiu. Ale jednak jakbym zaczął się wykłócać, to pożegnałbym się z robotą. Mimo wszystko nie płacili tak źle. Z pewnością były gorsze miejsca.
Etykiety
Zapomniane
(19)
Yaoi/BL
(18)
Fiction
(17)
Fantasy
(12)
Cichy Pamiętnik
(10)
Inne
(6)
Szmer
(6)
Gore
(3)
Strefa Śmierci
(3)
Fanfiction
(1)
Kira
(1)
Królestwo Liuan
(1)
One-shot
(1)
Twój tekst
GG: 50508389
Email: nocta.k@hotmail.com
Blog nr 2: http://caste-game.blogspot.co.uk/
Blog
Kyōki no kokoro (o ile autor zna się na języku Japońskim) oznacza serce szaleństwa, co jego zdaniem jest idealnym tytułem dla opowiadań o "mrocznej" tematyce, przedstawiających postacie w beznadziejnych sytuacjach bez wyjścia i tego podobnych (choć zdażają się wyjątki w tematyce). Opowiadania często zawierają tematy nie odpowiednie dla młodych czytelników.
Autor
Dziwne stworzenie, które od czasu do czasu lubi wykorzystać swój nadmiar wyobraźni do napisania opowiadania. Polskie opowiadania pisze od zaledwie paru lat, jako że wcześniej nie uczył się danego języka. Jest to forma polepszania jakości pisania oraz poprawności w użytku języka polskiego. Aktualny wiek autora to dziewiętnaście lat. Studiuje w Anglii, lecz chciałby zapamiętać swój rodowy język, którego to nie miał okazji się uczyć.
Beta
Czyli osoba, która mi pomaga. Poprawia ona tekst na tyle ile potrafi i po części uczy też polskiego. Sama pisze opowiadania, tak więc jeśli chcecie się dowiedzieć o niej więcej, musicie zajrzeć na jej bloga:
http://historiepisanepiorem.blogspot.co.uk/
środa, 26 lipca 2017
Strefa Śmierci: Prolog
Jeszcze dwie skrzynie i mogę iść do domu, pomyślałem i przeciągnąłem się z westchnięciem. W tym momencie strzeliła chyba każda kosteczka w moim torsie. Byłem wykończony po całym dniu w magazynie i marzyłem teraz tylko o ciepłym prysznicu, a następnie śnie. Praca ta była męcząca, ale przynajmniej były z tego jakieś pieniądze. Szkołę ukończyłem w teorii. Nigdy nie motywowała mnie choćby myśl otworzenia książki, egzaminów nie lubiłem, a rodziców nie interesowała moja edukacja. Z jednej strony żałuję, że wtedy się nie przyłożyłem, a z drugiej miałem przynajmniej luźny etap dorastania. Ale jednak ten luźny etap musiałem teraz odpracować. Poniekąd trudno mi było wiązać koniec z końcem. Płaciłem rachunki, kupowałem żywność, opłacałem ubezpieczenie i tak leciało wszystko albo czasami i więcej niż to, co zarobiłem w tym miesiącu. Często pozostawały zaledwie nędzne resztki, lecz nie przejmowałem się tym. Wrzucałem wszystko, co mi zostało do pustego słoika i w ten sposób je zbierałem. Mogły się przydać na czarną godzinę, ale w planie miałem zebrać wystarczająco na przeprowadzkę. Wynieść się gdzieś do lepszego miejsca, gdzie były tańsze mieszkania i lepsze oferty pracy. Ale na razie pozostawało nosić ciężkie skrzynie w tę i z powrotem, z i do magazynu. Chwyciłem za jedną z nich i uniosłem na bark po czym zacząłem kroczyć we wskazane miejsce. Niby wózki były dostępne, ale mimo wszystko szefostwo nie chciało marnować tego typu urządzeń do przedmiotów, które pracownik sam był w stanie przenieść. Szczerze mówiąc to nie wiem na czym tak oszczędzali, bo na pewno nie na ludzkim zdrowiu. Ale jednak jakbym zaczął się wykłócać, to pożegnałbym się z robotą. Mimo wszystko nie płacili tak źle. Z pewnością były gorsze miejsca.
niedziela, 15 stycznia 2017
Królestwo Liuan: Wstęp
Mimo nocy, miasto momentalnie rozświetliło się
wieloma płomieniami zdobiącymi budynki. Runęły domy, sklepy, szkoły, szpitale.
Wróg nie przejmował się ani ofiarami wśród ludzi ani zniszczoną architekturą.
Był wystarczająco bogaty, aby wszystko postawić od nowa, jeśli zaistniałaby
taka potrzeba. Jedyną rolą jego jednostek było sprawne i szybkie dostanie się
do pałacu. Jak najszybsze wybicie całej rodziny królewskiej. Bo w końcu tylko
oni stali mu na drodze do przejęcia ostatniej z cudzych ziem.
Byli zwani barbarzyńcami, bezdusznymi istotami,
chciwym narodem. Każdy miał inną opinię, lecz niemalże wszyscy używali
negatywnego sposobu na opisanie swego wroga. Niestety, królestwo po królestwie
runęło pod presją wywartą przez silniejszego sąsiada. Siłą czy dyplomacją
przejmował wszystkich, którzy stali mu na drodze do pełnej władzy. Zaledwie
jedno królestwo dało radę wytrzymać niemalże sześć dekad, nim i na nie przyszła
kolej. Teraz było pogrążone w chaosie, a jego mieszkańcy chowali się bądź
uciekali. Nie rozumieli jak to się stało, że wróg przedostał się przez pole
siłowe postawione, gdy tylko królestwu Liuan zaczęto grozić i rozpoczęto wojnę.
Jako pierwsza umarła królowa. Jej mąż nie był w
stanie nic zrobić, spoglądając na wykrzywioną w bólu twarz swej partnerki,
której delikatne, smukłe ciało przebiło ostrze miecza. Z trudem pozbył się
wrogów z ich wspólnej sypialni, lecz małżonce nie był w stanie już pomóc. Z
uśmiechem na ustach i łzami w oczach zdołała zaledwie powiedzieć, że go kocha i
poprosić, aby zadbał o bezpieczeństwo ich dzieci. Wielki smutek ogarnął króla,
lecz ten nie zamierzał się poddawać. Ostrożnie ułożył ciało swej ukochanej na
łożu i wyszedł z pokoju, nie przejmując się ubiorem. W samych spodniach od
piżamy i z paroma mężczyznami z ochrony zaczął kroczyć szybkim tempem w stronę
sypialni swych dzieci. Świadom był tego, jaki plan miał wróg. Z pewnością nie
zamierzał oszczędzić nawet dwuletniego Aloisego, śpiącego w swoim małym
łóżeczku, z czuwającą nad nim opiekunką.
Dla jego córek niestety było za późno. Nie zdołał
dotrzeć na czas. Jedna z dziewczynek leżała martwa przed swą siostrą, podczas
kiedy druga zalana łzami, kurczowo trzymała dłoń przy krwawiącej szyi. Ojciec
nie był w stanie zapewnić jej odpowiedniej opieki medycznej. Nacięcie było zbyt
głębokie, a dziewczynka zesztywniała na chwilę po wkroczeniu do jej sypialni.
Król nie miał już litości dla swych wrogów. Za pomocą ostrza ciął każdego
przeciwnika, który tylko stanął mu na drodze. Rozkazał części ochrony wyruszyć
po jego najmłodszego potomka, podczas gdy on dostał się do sypialni swego
najstarszego syna. Tam poległymi byli jedynie przedstawiciele wrogiego narodu.
Osiemnastoletni chłopak sprawnie wymachiwał szablą, która do tej pory wisiała
na ścianie zaledwie jako dekoracja. Zdołał zadać śmiertelny cios dwóm
żołnierzom, nim jego ojciec przybył mu z pomocą.
wtorek, 11 października 2016
M
Jego serce zaczynało szybciej bić, kiedy tylko słyszał cudze kroki. Nie
była to oznaka zauroczenia wobec drugiej osoby. Był to czysty lęk. Bał się za
każdym razem, gdy ktoś przechodził koło drzwi. Kiedy on przechodził obok drzwi. Bardziej wtulał się wtedy w swoje kolana
i ciasno zamykał oczy. W takich chwilach czuł się jak bezradne dziecko.
Dziecko, które obawia się, że pijany ojciec ponownie zacznie je bić do
nieprzytomności. A jednak uważał, że taka wersja zdarzeń byłaby lepsza. Znacznie
wolał, aby ktoś go bił, niż robił to, co ten mężczyzna mu robił.
Deska na korytarzu ponownie zaskrzypiała, co sprawiło, że ciało chłopaka
przeszły niekontrolowane dreszcze. Przyłożył dłonie do uszu, jakby chcąc zakryć
je przed natrętnym hałasem. Lecz on, chował je przed ciszą. To cisza była tak
okropna w tym miejscu. Zawsze, kiedy trwała oznaczało, że on tu przyjdzie. Do jego kryjówki, która zarazem była grotą smoka.
Sypialnią danego mężczyzny.
Drzwi powoli się uchyliły ze skrzypnięciem, idealnym jak z horroru wziętym.
Cień spowodowany zapalonym światłem w korytarzu powoli zbliżał się do miejsca,
w którym siedział skulony chłopak. Ów cień zdawał się powiększać. Pochłaniać
chłopaka całego, którego ciało tylko bardziej poczynało się trząść ze strachu.
Nawet nie zauważył, kiedy z jego ust wydobył się cichy szloch. Nie wiedział
jednak, że to on wydał ten dźwięk. Jak spłoszona sarna uniósł głowę i się
rozejrzał. Szukał innej osoby, która mogła być tu z nim i z mężczyzną. Z jego ”wybawcą”.
Osobą, która miała mu pomóc. Nie wiedział jednak, że ta pomoc słono kosztuje.
poniedziałek, 19 października 2015
The Caste Game
Co może robić ktoś taki jak ja, o 7 rano,
kiedy jeszcze prawie, że nikt nie chodził po szkole? No cóż. Oświecę was. JUŻ
siedziałem pod klasą, z swoim zeszytem otwartym i leżącym na moich kolanach.
Słuchawki w uszach, moja ulubiona muzyka i nauka. Tylko tyle mi było potrzeba
do szczęścia. Nie zwracałem wtedy uwagi na cały świat. No może… Może tylko
słodki szczeniak byłby w stanie wyciągnąć mnie z tego transu. Nie czułem
zmęczenia. Tylko znudzenie. Chciałem, żeby lekcja już się zaczęła. Byłem gotowy
na test. Byłem gotowy na jakiekolwiek dodatkowe pytania ze strony nauczyciela.
Na testy, kartki, na pochłonięcie nowej wiedzy. Musiałem zdać ten rok jak
najlepiej. W końcu to był już mój ostatni w tej szkole. Już wybrałem trzy uniwersytety
i szykowałem na nie papiery. Z pieniędzmi nie było najłatwiej, ale z tym
również musiałem sobie jakoś poradzić. A sposobów było przecież multum.
Możecie uznać mnie za nudną osobę. Pomyśleć,
że nie traktuję swojej kasty poważnie i lepiej nadawałbym się na kujona. No,
ale niestety niektórych przyzwyczajeń się nie zmieni. A już na pewno nie
zamierzałem stracić szansy dostania się na uniwersytet tylko dlatego, że
znalazłem kartę ”cztery pik”. Poza tym moja karta w sumie ładnie do mnie
pasowała. Wiecznie nosiłem tylko czarny, bo inne kolory mi nie pasowały. Włosy
miałem czarne. Wyróżniały się tu zaledwie moje błękitne oczy, ale te zwykle
były chwalone przez innych. Że niby są moim atutem. A przynajmniej uważali to
za atut, dopóki nie poznawali tego innego...
Zaśmiałem się na samą myśl i pokręciłem głową.
Zamiast się skupiać na matematyce znowu uciekłem do krainy przemyśleń i marzeń.
Wyglądało na to, że nauka do głowy mi już nie wejdzie w takim stanie. Zamknąłem
zeszyt i schowałem go do torby, z której następnie wyjąłem niewielką butelkę z
zwykłą wodą. Odkręciłem ją i upiłem łyk. Jeden, drugi, przy trzecim już mi
brakowało tchu, więc przestałem. Otarłem usta dłonią i na nowo schowałem
plastik z cieczą do torby.
Wciąż nie zabiłem jednak nudy, a telefon
informuje, że zostało mi jakieś czterdzieści pięć minut do lekcji. Długo czasu,
mało opcji. Mogłem jednak zostać te półgodzinki dłużej w ciepłym łóżeczku.
Mogłem, ale wtedy bym nie spotkał jego. Był interesującą osobą. Poza tym, że
jak zwykle była to osoba wyższa ode mnie, miał on ciekawe włosy. Od zawsze
lubiłem ten kolor we włosach, lecz nigdy nie zaryzykowałem zrobienia czegoś
takiego z własnymi. Uwierzcie mi, że włosy mojego koloru niezwykle by
ucierpiały taką przemianę. Więc nie zamierzałem ich torturować. Poza tym w
czarnym mi było do twarzy. Ale to już prywatne zdanie. Tak jak jemu do twarzy
było w białym. Ale temu zawdzięczać musiała karnacja. Ja niestety opalałem się
nawet bez wyjścia z domu. Ot taki pech.
- Hej… Wyglądasz na zagubionego. -
Stwierdziłem fakt i powoli wstałem z ziemi, wyjmując słuchawki z uszu. - Klasa
03. Matematyka. O ile jesteś z grupy 12 Pana Artura… - Nawet nie próbowałem
wypowiedzieć jego nazwisko. Już od początku zajęć kazał mówić sobie po imieniu.
No i oferował nagrody dla tych, którym uda się wypowiedzieć poprawnie i płynnie
jego nazwisko.
poniedziałek, 14 września 2015
Cichy Pamiętnik: Strona Dziesiąta
10 Listopada 2012
- Ej, Alex... - zacząłem niepewnie, leżąc na
brzuchu w łóżku. Spoglądałem na powoli zaciągającego się papierosem blondyna siedzącego
na parapecie w oknie. Chłód nocy powoli przedostawał się do pokoju przeszywając
moje nagie ciało. Poprawiłem kołdrę, aby ta nie tylko zakrywała moje ciało od
pasa w dół, ale teraz i aż po szyję. Ponownie ułożyłem dłonie pod głową i
spojrzałem ponad głowę znajomego mi już mężczyznę, aby spojrzeć na gwiazdy. W
końcu postanowiłem dokończyć zdanie nawet, jeśli ten nie zwrócił na mnie swojej
uwagi. - Skąd macie tyle pieniędzy na to wszystko? - spytałem.
Byłem już od dłuższego czasu ciekaw tego jak
dwóch studentów jest w stanie mieszkać w sporym domu ze służbą i nie pracować.
Alex w końcu odwrócił swoją twarz ku łóżku
i na mnie spojrzał. Ja zaś się delikatnie do niego uśmiechnąłem. Nawet nie zauważyłem,
kiedy to zrobiłem, ani nie wiedziałem czemu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
