Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X X X X X X

Etykiety

Twój tekst

Kontakt

GG: 50508389
Email: nocta.k@hotmail.com

Blog nr 2: http://caste-game.blogspot.co.uk/


Blog

Kyōki no kokoro (o ile autor zna się na języku Japońskim) oznacza serce szaleństwa, co jego zdaniem jest idealnym tytułem dla opowiadań o "mrocznej" tematyce, przedstawiających postacie w beznadziejnych sytuacjach bez wyjścia i tego podobnych (choć zdażają się wyjątki w tematyce). Opowiadania często zawierają tematy nie odpowiednie dla młodych czytelników.


Autor

Dziwne stworzenie, które od czasu do czasu lubi wykorzystać swój nadmiar wyobraźni do napisania opowiadania. Polskie opowiadania pisze od zaledwie paru lat, jako że wcześniej nie uczył się danego języka. Jest to forma polepszania jakości pisania oraz poprawności w użytku języka polskiego. Aktualny wiek autora to dziewiętnaście lat. Studiuje w Anglii, lecz chciałby zapamiętać swój rodowy język, którego to nie miał okazji się uczyć.


Beta

Czyli osoba, która mi pomaga. Poprawia ona tekst na tyle ile potrafi i po części uczy też polskiego. Sama pisze opowiadania, tak więc jeśli chcecie się dowiedzieć o niej więcej, musicie zajrzeć na jej bloga:

http://historiepisanepiorem.blogspot.co.uk/

środa, 3 grudnia 2014

Szmer 4



Spokojna noc

     Wampir coraz bardziej przekonywał się do dziewczyny. Uważał, że jest w sumie zabawna i... Inna. Chyba te słowo najbardziej tu pasowało. Szczególnie spodobało mu się jej pytanie o jego imię. Coś czego po prostu się nie spodziewał. Nie było to czymś, o co by się spytało drugą osobę w takiej chwili.

     - Ethan. - odpowiedział z uśmiechem. - Ty jesteś Alice, prawda?

     Widać było, że dziewczynę w tym momencie zatkało. - Skąd wiesz... Ethanie, jak mam na imię? - spytała, jakby już zapomniała, że ma do czynienia z wampirem. - Nie podawałam ci wcześniej swojego imienia, a miejsce w którym mieszkasz mówi, że nie byłeś moim klientem. - powiedziała spokojnie i powoli, jakby miała do czynienia z dzieckiem czy może osobą nierozumną.

      - Masz coś do mojego domu? - spytał chłopak z delikatnym uśmiechem. - Wybacz. Nie jest tak jak spod twego pędzla, ale mą pierwszą rezydencję musiałem opuścić pod koniec piętnastego wieku. Drugi domek zaś spłonął parę lat temu. A później to już nie miałem wyboru. Za wiele osób na mnie poluje i się okazało, że te miejsce jest najbezpieczniejsze. Odpowiada to na twe pytanie, czy też mam inaczej to wytłumaczyć?

niedziela, 23 listopada 2014

Szmer 3



Jego imię

 Wampir obudził się dopiero następnego dnia. A może i wieczoru? Nie był pewien. W podziemiach nie było okien czy jakiegoś sposobu na sprawdzenie pozycji słońca. Po prostu budził się gdy tylko nie chciało mu się już dłużej spać i nie zastanawiał się nad porą dnia.

    Powoli się przeciągnął i ziewnął przy tym. Można by stwierdzić, że jest niemożliwym spać w takim miejscu. W końcu pociągi nie należą do cichych, a jednak wampir jakoś zdołał się już do tego przyzwyczaić. A raczej. Bariera, którą postawił między pokojem, a torami sprawiała, że dźwięk nie był tak donośny, jak powinien być.

     Wstał w końcu z swojego "łóżka" i przeszedł przez pokój, by stanąć na przeciwko lodówki. Otworzył ją i sięgnął po jedną butelkę chłodnej krwi i jedną wody. Złapał je za szyjki w taki sposób, by móc trzymać dwie w jednej dłoni, a drugą móc zabrać świeże ciuchy.

    Gdy już obie dłonie miał zajęte, ruszył w stronę drzwi od łazienki i otworzył ją bez większego problemu. Nigdy nie posiadały one zamka, a dziewczyna przez sen odsunęła się od nich, co umożliwiało łatwe dostanie się do drugiego pokoju. Nawet nie spojrzał na dziewczynę. Po prostu podszedł do szafki, na której ułożył swoje ubrania i postawił butelkę z wodą. Odkręcił tą z krwią i upił z niej spory łyk zimnej cieczy.

czwartek, 18 września 2014

Wybawca czy oprawca?

Póki nie mam pomysłu na kolejne opowiadanie (oraz zbytnio czasu, przez nową szkołę) dostaniecie coś "innego", pochodzące od innego autora. :3

 Nigdy nie pomyślałabym, że moje życie może tak łatwo zmienić się diametralnie w ciągu jednego dnia. A już na pewno nie pomyślałabym, że przyczyni się do tego królik – terrorysta, który uratuje mnie z płonącego centrum handlowego.
 Wszystko zaczęło się normalnie, można powiedzieć wręcz niewinnie. Po lekcjach wybrałam się na małe zakupy. Kiedy miałam już wszystko, czego potrzebowałam, zatrzymałam się w małej kawiarence. Sącząc spokojnie owocowy koktajl dostrzegłam przy jednym ze stolików znajome postacie. Trzy dziewczyny i jednego chłopaka. Wszyscy w drogich, markowych ubraniach, dziewczyny wymalowane tak bardzo, że było to widać z kilku metrów. No i, niestety, wszystkie były moimi „koleżankami” z klasy, a jedyny chłopak chodził z farbowaną blondynką, przywódczynią całej tej bandy. 

 Spięłam się, widząc ich i skuliłam się na swoim krześle, modląc się w duchu by mnie nie zauważyli. Nie cieszyłam się bowiem wśród nich najlepszą sławą. Od samego początku, odkąd tylko zaczęłam chodzić do tego samego co oni liceum gnębili mnie. Stałam się dla nich kozłem ofiarnym, chociaż przecież nic im nie zrobiłam. Przynajmniej niczego takiego nie pamiętałam.
 Dopiłam swój koktajl, zarzuciłam torbę na ramię i podniosłam się ze swojego miejsca. Najszybciej jak tylko potrafiłam opuściłam kawiarenkę. Pech chciał, że postanowiłam skorzystać z łazienki. Może gdybym wtedy do niej nie poszła tylko od razu wyszła z centrum wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej.
 Ale nie ma co gdybać. Prawda była taka, że poszłam do tej cholernej łazienki. Ciężkie drzwi zatrzasnęły się za mną, a światła automatycznie się zapaliły. Stanęłam przy umywalkach i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. 
 W tej samej chwili drzwi do łazienki otworzyły się ponownie, a do moich uszu dotarł głośny śmiech i cichsze chichoty. Zamarłam. W lustrze dostrzegłam odbicie blondynki, jej chłopaka i jednej dziewczyny z jej świty. Druga musiała najwidoczniej zostać na czatach. Odbicie blondynki uśmiechnęło się do mnie.
- Proszę, proszę, co za spotkanie – odezwała się przesłodzonym głosikiem.
Odwróciłam się powoli i stanęłam z nią twarzą w twarz. Jej chłopak tymczasem zniknął w drugim pomieszczeniu, w którym znajdowały się kabiny. Po krótkiej chwili wrócił i oznajmił krótko:
- Czysto.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Cichy Pamiętnik: Strona Siódma


20 Października 2012


    Minął tydzień, a może i więcej, od momentu kiedy Molly sprawiła mi "niespodziankę". Przez ten czas jedyne co się zmieniło, to pogoda. Było coraz zimniej i wilgotniej. Nie byłem pewien czy wolałem deszcz czy śnieg. Pierwsze; moczyło ubrania i obniżało temperaturę ciała. Drugie; sprawiało, że wszystko było śliskie i często kleiło się do ubrań. To zaś się topiło i skutek był taki sam, jak z deszczem. Teraz jak to sobie tak przedstawiłem to wyglądało na to, że oba są równie złe i tak samo doprowadzały do przeziębień. Zaś te już często kończyły się na śmierci dla osób takich jak my. Wyplułem pianę z ust i przepłukałem wodą z rzeki. Znów udało się zdobyć tubkę pasty do zębów, a stare szczoteczki nadal nadawały się do dbania o higienę jamy ustnej. Byłem sam, gdyż miałem nadzieję również na obmycie się wodą, lecz proste zamoczenie dłoni wybiło mi z głowy ten pomysł. Uśmiechnąłem się pod nosem, wspominając ostatnia ciepła kąpiel. Oczywiście, wymazałem wspomnienia tego, co stało się później. A potem przestałem się uśmiechać, gdy przypomniałem sobie, jak to zaliczyłem chłodną kąpiel, w ów rzece, przed którą stałem.
    Westchnąłem i schowałem klamoty do torby. Odwróciłem się na pięcie i mało nie przeżyłem zawału. Instynktownie odskoczyłem w tył i... Poślizgnąłem się na mokrych kamieniach. Gdyby nie to, że osoba o której dopiero co nie rozmyślałem, mnie nie złapała za przód kurtki, byłbym już cały mokry.

środa, 13 sierpnia 2014

Szmer 2

Nowe uczucia

            Ciało młodo wyglądającej kobiety opadło na marmurową posadzkę poplamioną świeżą krwią. Prócz dwóch martwych osób, jednego blondyna oraz blondynki i jakiegoś niczego nieświadomego bezdomnego śpiącego pod ścianą, nikt więcej nie pozostał na stacji metra.
           
            Blondyn warknął pod nosem widocznie czymś poirytowany i oblizał umazane krwią wargi. Druga osoba była zarażona jakimś tam wirusem, a to oznaczało zmianę smaku krwi z typowo metalicznego i jak dla niego słodkiego, na kwaśny. Smak, który zawsze odrażał "młodzieńca".

            Już wcześniej zauważył leżącego mężczyznę o długiej brodzie i brudnych ubraniach, lecz zawsze wolał takich nie dotykać. Co prawda, był to łatwiejszy sposób na pożywienie się, ale właśnie takiego nie lubił. Ekscytowała go pogoń za ofiarą, pomimo tego, że ich krew stawała się gorzka, gdy odczuwali strach. Uczucia wtedy mu towarzyszące dodawały słodyczy do oryginalnego smaku szkarłatnej cieczy.